|
Pomuchle
i aviomarin
czyli wyprawa z "WĘDKARZEM MORSKIM"
Wątłusz- to
staropolska odmiana dorsza. Odmianę bałtycką kaszubi morscy zwykli
nazywać "pomuchel".
=========================================
-Jest
to nasza pierwsza wyprawa na pomuchle z "Wędkarzem Morskim".
Już niedługo zorganizujemy kolejną wyprawę na bałtyckie dorsze. Administrator
rybactwa morskiego, w przeciwieństwie do niektórych dzierżawców jezior,
nie każe sobie płacić krocie za zezwolenie na wędkowanie i dlatego
wybraliśmy się na Bałtyk- oznajmił
Rafał, inicjator wyprawy studenckiej na dorsze. W przeddzień wyjazdu
nad morze wsłuchiwano się w treść komunikatów radiowych.
"Podajemy
rybacką prognozę pogody na najbliższe 12 godzin. Wiatr zachodni 6
do 8. W części południowej Bałtyku 8 do 10. Orientacyjna prognoza
na następne 12 godzin: wiatr południowo-zachodni 4 do 6...?
-A jeżeli nas
jutro nie wypuszczą w morze, to złożymy protest Neptunowi a wybierzemy
się na fląderk i- impulsywnie dodawał otuchy Mirek, student III roku
prawa.I wykrakał ! A na flądry nie poszli. Opijali z Neptunem spotkanie.
Wyjście w morze pierwszego dnia z portu w Łebie nie doszło do skutku.
Neptun pokłócił się z Prezerpiną; morze w stanie przedsztormowym.
Nie pomogły umizgi Iwony, jedynej wędkarski, czarnookiej studentki
prawa UW, do bosmana Kapitanatu Portu w Łebie.
-Przy tym stanie
morza nie wypłynęli nawet rybacy a cóż dopiero wy, ludzie z lądu!
Nie ma mowy i basta !-brzmiała odpowiedź.
Następnego dnia o godzinie 5,30 "ludzie z lądu" okrętują
się . Po krótkiej odprawie przy strażnicy WOP, statek z 18 pilkerowcami
na pokładzie, rusza w Bałtyk! Jakaż radość opanowała szczurów lądowych!
Po godzinie płynięcia, kapitan ogłasza :
- Witam
państwa. Jesteśmy na łowisku, na Dużych Kamieniach. Pani Iwono, Panowie,
rozpoczynamy łowienie dorszy. Echosonda wskazuje głębokość 22,5 metra
i moc dorsza. Życzę dużo emocji i pomuchli.
Pierwszego dorsza
łowi Gienio , lekarz, którego specjalnością nie są zaburzenia żołądkowe,
to jednak zawsze lekarz. To Gienio, przed wejściem na pokład radził
przyjąć po jednej tabletce aviomarinu, leku przeciw chorobie morskiej.
Najwięcej wędkarzy zgromadziło się na rufie statku. Łowiono wędziskami
o bardzo twardej akcji używając pilkerów domowej konstrukcji o kształcie
rurkowym. Powierzchnia pilkerów chromowana lub niklowana. Sporadycznie
firmowe, bajery-rowery z doczepianymi kokardkami, malowane na bardzo
kontrastowy kolor czerwony lub papużkowaty. Pilker ma za zadanie imitowanie
śledzia lub szprota. Waga piklera uzbrojonego w kotwicę 4/0, od 100
do 150 gram, w zależności od stanu morza i głębokości przymocowanego
do żyłki o przekroju 0, 40 do 0,50 mm. Obowiązkowo należy stosowaać
krętlik. Przy braku dryfu, gdy statek porusza się siłą inercji, najskuteczniejszymi
okazują się pilkery 100 gramowe. Pogoda po wczorajszej wiatrówie ,
jak na zamówienie, idealna; słonecznie, stan morza 1 -2 stopnie.
Dorsze łowiliśmy w dryfie, gdyż statek lekko był kołysany falami. Nawet lekkie kołysanie statku może wywołać chorobę morską o czym
przekonali się "ludzie z lądu" w czasie swego pierwszego
rejsu. Na rufie dwóch wędkarzy, którym nie pomógł aviomarin, zaaplikowany
przez Gienia, zamiast łowić dorsze, oddaje pokłon Neptunowi. Wczoraj
"przedawkowali" na spotkaniu z królem morza i dzisiaj dokarmiają
mewy.
-Kije w górę,
zmieniamy łowisko- rozlega się głos armatora.
-Nie,
chyba mam na haku łódź podwodną, bo nie idzie oderwać jej od dna-
grzmi Mundek donośnym głosem z lewej burty. Hol zahaczonego dorsza
trwał ponad 8 minut. Następuje zmiana miejsca.
- Jesteśmy
na Małych Kamieniach. Głębokość 22 metry, pilkery na dno. Z burty
nawietrznej opuszczamy pilkery pionowo, zaś z zawietrznej daleki wyrzut-
pada donośna komenda Witkowskiego. Trafiamy na ławicę
dużego dorsza. Na obu burtach są przymurowania ryby do dna. Wędziska
wyginają się, lekki wiatr gra na naprężonych do granic wytrzymałości
żyłkach. Niektórym dorszowcom obroty korbką kołowrotka sprawiają kłopot,
gdyż parcie dorsza w dno jest zbyt zdecydowane. Nie obeznani z techniką
wędkowania morskiego mają kłopoty z oderwaniem dorsza od dna. Wypraktykowanym
i najskuteczniejszym sposobem walki z pomuchlem jest pompowanie.
-Grzesiu,
pompuj ale z czuciem bo kija połamiesz !-podpowiadam
życzliwie obserwując sąsiada z lewej. I wykrakałem. Po chwili słychać
trzask czteroczęściowego Kormorana, którym Grzesio usiłował wyrwać
dorsza metodą siłową.
-Proszę
państwa, już minęło sześć godzin łowienia. Dziękuję za pobyt na "Wędkarzu
Morskim" ii do zobaczenia na następnym rejsie dorszowym- - rozlega
się głos kapitana.
-Chwileczkę!
Przedłużamy. Dopłacamy jeszcze za godzinę- oznajmia organizator wyprawy
dorszowej.
-Hura! Hura, Rafał!
-Nie, nie przedłużać
. Ja już nie mam czym haftować, nawet żółci zabrakło - rozlega się
markotny glos z rufy na nawietrznej. W tym miejscu warto nadmienić,
że oddawanie czci Neptunowi przy pogodzie wietrznej należy zawsze
dokonywać na burcie zawietrznej a nie nawietrznej. Najczęściej,
a wynika z moich wieloletnich pobytów na "dorszowaniu",
przyczyną "choroby morskiej" jest nadmiar wzniesionych toastów
poprzedniego dnia z banalnym zwrotem "na zdrowie"..
Łącznie, w czasie 6 godzinnej wyprawy złowiono 125 dorodnych dorszy.
Przeciętna waga dorsza wynosiła 4,5 kg . Dwóch wędkarzy, w tym jeden
który cały czas przechodził chorobę morską, nie złowiło żadnego wątłusza.
(-)Antoni Remiesz
"Wędkarz
Morski" został uhonorowany odznaką nadana przez "Wiadomości
Wędkarskie"
.
|