W założeniach programowych , strona ta jest przeznaczona wędkarskim poczynaniom morskim Georga Herberta Busha, w latach 1982-89 wiceprezydenta, w 1989 – 93 prezydenta Stanów Zjednoczonych. Przyczyna prozaiczna nie pozwala aktualnie na realizację. Ale...ostatnie słowo nie zostało wypowiedziane.Zapraszam zatem do bardzo barwnego, jedynego w swoim rodzaju, opisu przygód wędkarza z rybami morskimi....Siedzieli na tarasie i wielu rybaków pokpiwało ze starego, ale on się nie gniewał. Starsi patrzyli na niego i robiło im się smutno. Jednak nie pokazywali tego po sobie i rozmawiali uprzejme o prądzie i o głębokości, na jaka zapuścił linki, i o tym, że pogoda się ustaliła, i o wszystkim, co widzieli. Co, którym powiodło się tego dnia, już wrócili, wypatroszyli swoje merliny i ponieśli je rozciągnięte na dwóch deskach... Ci, co złowili rekiny, zanieśli je do przetwórni po drugiej stronie zatoczki, tam zaś podciągnięto ryby na blokach, wyjęto wątroby, odcięto płetwy, a po zdjęciu skóry mięso pokrojono na paski... ... Chłopiec dał mu dwa małe, świeże tuńczyki, czyli albacore’y, i te wisiały na obu najdłuższych linkach niby ciężarki, na pozostałych miał jedna dużą błękitna i jedna żółta makrelę, których już przedtem używał; były jednak nadal w dobrym stanie, w wyborne sardynki dodawały im woni i powabu.... Ale kiedy stary rybak tak patrzył, mały tuńczyk wyprysnął w powietrze i spadł głowa na dół w wodę. Zalśnił srebrzyście w słońcu, a gdy już opadał z powrotem, inne poczęły wylatywać w gorę i tak skakały na wszystkie strony, zapieniając wodę i dając długie susy w pogoni za rybami.... “Teraz nie czas zastanawiać się nad baseballem – pomyślał. Teraz trzeba się skupić tylko na jednym. Na tym, do czego się urodziłem. Przy tej ławicy może być jakaś duża sztuka... Przypominał sobie, jak kiedyś złowił jednego z pary marlinów. Samiec zawsze pozwala samicy, by pierwsza się pożywiła: schwytana ryb, samica, rozpoczęła wtedy dzikie, oszalałe, rozpaczliwe zapasy, które wprędce ją wyczerpały, a przez ten czas samiec pozostawał przy niej, przepływając w poprzek linki i krążąc ze swoja towarzyszka na powierzchni. Trzymał się tak blisko, iż stary obawiał się, że przetnie linkę ogonem, który był ostry jak kosa i tejże wielkości i kształtu. Kiedy stary przyciągnął rybę osekiem i trzymał ją za miecz, szorstki na krawędziach niczym tarka, walił pałka po łbie, aż przybrała barwę prawie taka jak odwrotna strona lustra...
Na ciąg dalszy wędkarskich przygód zapraszam do lektury, gdyż były to fragmenty książki “ Stary człowiek i morze” Ernesta Hemingway’a. |