222.gif (5891 bytes)

Przed wejściem jachtu do portu, jego kapitan wywiesił 3 białe flagi z wyhaftowanymi niebieskimi sylwetkami tuńczyka, rekina i ryby dziobowej. Flagi rekina i ryby dziobowej wisiały do góry nogami pod flagą tuńczyka.

Michael Kołakowski

Powierzchnia oceanu miała piękny niebiesko-zielony kolor. To znak, że Neptun jest w dobrym humorze. Wczorajsze grzywacze gdzieś odpłynęły. Wyczarterowany, trzynastko metrowego jacht  Bounty Hunter -"Myśliwiec Skarbu" oczekuje w porcie. Niebawem , po wypiciu porannej kawy w portowej tawernie, Andy, Howard, John, Jamie i ja, ksywa Wilk Morski (tak ochrzcił mnie Antoni Remiesz), wyruszą w 24 godzinny rejs na tuńczyki. Pięciu wspaniałych z Wayside Drive

Do portu wpływa, wracając z wędkowania, jacht bez flagi na maszcie. Żadnej flagi nie wywiesił ? Był to zły znak, ponieważ jest zwyczajem, że powracając z połowów, przed wpłynięciem do portu, kapitan zawiesza flagę albo flagi reprezentujące każdy gatunek ryb złapanych. Flagi powieszone do góry nogami oznaczają ryby doholowane do burty ale wypuszczone bez wyciągania z wody. Punktualnie o 10,30 weszliśmy na pokład jachtu, którego dwa ropniaki zagrzewały się już od dwudziestu minut. Przed nami była stusześćdziesięciokilometrowa, czterogodzinna podróż do łowiska którego dno spada niespodziewanie z dwustu do 2000 metrów. Stąd jego nazwa Kanion. Po dotarciu do celu, o 14,30 ,kapitan wydał polecenie do ustawienia pięciu wędek do trollingu. Ta metoda łowienia tuńczyka może być bardzo ciekawa, ponieważ sztuczna przynęta, holowana na samej powierzchni wody bardzo blisko do łodzi, pozwala obserwowanie błyskawicznego ataku tuńczyka którego górna szczęka pojawia się nagle ponad powierzchnią wody, to moment przed połknięciem przynęty. Po trzech godzinach trałowania byliśmy przekonani, że jest to nie tylko nie interesujące ale i nudne.

Około 18,00 kapitan ogłosił, że zatrzymuje się nad samym stoku Kanionu, głębokość - 250 metrów, kotwice do oceanu. Przynęta sztuczna używana przy trollingu była szybko zmieniona na małe, 10 cm odmrożone rybki nazwy butterfish, które spuszcza się powoli, z haczykiem zupełnie schowanym w jej ciele i z ciężarkiem umieszczonym około dwóch metrów ponad przynętom. Kapitan podaje głębokość żerującej ryby, od 25 do 100 metrów. Do zwabienia i utrzymania tuńczyka przy jachcie, co pięć do dziesięciu minut, wyrzuca się za burtę parę kawałków pokrojonej ryby.
Po kolejnych trzech godzinach cała piątka zamustrowana na "Myśliwcu Skarbu" znowu poczuła się znudzona. Siedząc milcząco przy wędkach, wsłuchiwaliśmy się w odgłosy Atlantyku. Nagle, przeraźliwy skrzypiąco- piszczący odgłosem zerwał nas wszystkich na równe nogi. Podskoczyła też moja adrenalina, bo rozpoznałem dźwięk swego kołowrotek z którego linka znikała z niesamowitą szybkością. Tuńczyk na mojej wędce !! Chwytam za rękojeść wędziska i korbując krzyczę do Howarda żeby założył pas który używa się do podparcia wędki . Dla Howarda, mojego sąsiada, był pierwszy rejs na tuńczyki. Jest zwyczajem wędkarskich wyprawa na ocean, że pierwsza ryba jest przekazywana nowicjuszowi. Wszystkie inne wędki zostały niezwłocznie wyciągnięte z wody w calu zapobiegania ich zaplątaniu.

Tuńczyk po zahaczeniu nie walczy parciem w dno. Okazuje swoją siłę pływając szybkością nieraz do 50km / godzinę na około łodzi. Howard, biegał z lewej do prawej, z przodu do tyłu, zapobiegając dotknięcia żyłką metalowej części jachtu. Naprężenie linki jest tak ogromne, że nawet delikatny kontakt z krawędzią łodzi jest niebezpieczne, powoduje przerwanie linki. Po dziesięciu minutach udało mu się doholować rybę do samej burty. Z osęką w dłoniach, oparty na burcie, czekałem na odpowiedni moment do zaczepienia pierwszego tuńczyka Howarda. Nagle, spłoszona ryba, która wyglądała na wyczerpaną , wykonała piruet i parła w kierunku dna; zatrzymując się aż dopiero na głębokości około 50m. Howard, który nie tylko wyglądał ale i był zmęczony, iskrzącym wzrokiem zapytał mnie - Co dalej? Miałem tylko jedną odpowiedź - Witam na tuńczykach.

ose.JPG (7849 bytes)Ryba była też już zmęczona, bo przestała pływać wokół jachtu. Po kilku minutach, po raz drugi nachyliłem się nad powierzchnią wody, tym razem hak osiągnął cel. Gdy ryba wylądowała na białym pokładzie jachtu, kapitan oznajmił: 50 funtów (22kg). Zmęczony Howard wreszcie mógł odłożyć wędkę i paść na kanapie w kabinie. Już było pewne, że flaga tuńczyka będzie wisiała na maszcie "Myśliwca Skarbu".

Na ekranie echosondy widać było ławicę ryb. Kapitan rzucił za burtę dziesięć kawałków przynęty. Niemal jednocześnie, trzy wędziska zgięły się pod ciężarem wielkich ryb. Holowanie trzech tuńczyków na bardzo małym pokładzie jest dość trudne i niebezpieczne. Jamie, Andy i ja walczyliśmy z naszymi rybami próbując zapobiec zaplątaniu żyłek które w ułamku sekundy mogą odciąć wędkarza palec a nawet rękę. Walka taka wymaga nieodłącznej koncentracji ponieważ poza obserwowaniem i reagowaniem na poczynania swojej ryby, każdy wędkarz musiał też obserwować i brać pod uwagę zachowanie i pozycje dwóch sąsiadów zmagających się z olbrzymami.. Kapitan z mostku wydawał komendy: - Michael ! Wędka do góry; - Andy! przechodź pod wędką.; - Jami, Twoja ryba jest za blisko do śruby....
I oto, tuńczyk na wędce Jamiego , niespodziewanym zrywem okrążył mego tuńczyka plącząc linki. W tym samym momencie moja ryba ruszyła w prawo. Poplątanie z pomieszaniem... Zaplątany z linką wędki Jemiego, który stał po mojej lewej stronie, tuńczyk jest nie do wyjęcia.... Zdając sobie sprawę, że nie miałem już żadnej szansy na wyholowanie mojej ryby, odciąłem linkę przy mojej wędce. Odzywka Jamiego była krótka - Dzięki.

Na przeciwnej burcie łodzi Andy przyciągnął rybę do burty. Ukazał się dwu metrowej długości rekin niebieski. Był on natychmiast wypuszczony bez wyciągania z wody.

Po trzydziestu minutach walki, ryba Jamiego przestała pływać wokół łodzi.-- Jest zmęczona! Pompuj! rozkazał kapitan.
-Nie mam już siły, ktoś mnie musi zmienić ! - odrzekł Jami. John przejął jego wędkę. Olbrzymi, żółtopłetwowy tuńczyk okazał swoje srebrne ciało w świetle lamp pokładowych . Ale spłoszony światłem, tuńczyk jeszcze raz ruszył w kierunku dna, znikając w głębi oceanu. Zmaganie trwały krótko - John doholował rybę, po raz drugi, do samej powierzchnie wody.
Pierwszy po bogu na naszym jachcie oznajmił: - 45 minut łowienia i oto 40 kg ryb. Jest też największa ryba tej nocy. W ciągu następnych paru godzin każdy wędkarz złowił przynajmniej po 2 tuńczyki. Ja złowiłem 3 tuńczyki, dwa rekiny niebieskie i metrową rybę szablową. Mój rekord z wyprawy na "Myśliwcu Skarbu" to tuńczyk o masie ciała 35 kg. Rekiny i ryba szablowa odzyskały wolność.
Pod pokładem w dwóch ogromnych pojemnikach, na lodzie, leżało 21 tuńczyków, w sumie około pół tony ryb złowionych na wędkę. Wraz z załogą było nas siedmiu a prawo pozwala tylko 3 ryby na osobę. Szklaneczka a może dwie piwa w połączeniu z toastami i powieki zasłoniły ogrom życzliwego Oceanu Atlantyckiego. Wszystko OK. Rejs, który planowany był na 24 godzinny, trwał zaledwie 12 godzin po dotarciu do łowiska i w 6 godzin od złowienia pierwszej ryby.

Kapitan jachtu , przed wejściem do macierzystego portu Clarks Landing, wywiesił 3 białe flagi z wyhaftowanymi niebieskimi sylwetkami tuńczyka, rekina i ryby dziobowej. Flagi rekina i ryby dziobowej wisiały do góry nogami pod flagą tuńczyka.

Wayside Drive, 1999.08.18

Powrót